W sytuacji, gdy dochody przewyższają wydatki, mamy do czynienia z nadwyżką budżetową. Nadwyżka budżetowa, czyli mówiąc lapidarnie niewykorzystane, niewydane lub jak wolą pamfleciści zmarnowane pieniądze. Mający problem z wyjaśnieniem, czym spowodowana jest nadwyżka przewrotnie wpierają, że udało im się ją wypracować, czyli zaoszczędzili, co by nieźle zabrzmiało. Co z nią zrobić? W przypadku budżetu domowego można wszystko wydać na lody, można też rozpocząć oszczędzanie na nową lodówkę lub atrakcyjne wakacje albo też jak to bywa w przypadku samorządów budować i remontować w kółko drogi i wodociągi - przepraszam za ten sarkazm, ale tak to widzę. Wszystko zależy od celu finansowego, jaki założą sobie twórcy budżetu. W przedsiębiorstwach budżet najczęściej opracowywany jest przez pion finansowy i akceptowany - bądź nie - przez zarząd, czyli kilkuosobowy zespół kierujący przedsiębiorstwem. Jeżeli zarząd nie zgodzi się na propozycję budżetu, przygotowywana jest kolejna propozycja, potem ewentualnie następna, aż do skutku, czyli do chwili wyrażenia zgody przez szefów. Nad budżetem gminy pracują nie tylko urzędnicy z burmistrzem, ale też radni w radzie miejskiej. Niekiedy dzieje się więc tak, że radni usiłują przeforsować w uchwale budżetowej rozwiązania, które mogą im zapewnić poparcie wyborców. Wsłuchując się w obrady Rady Miejskiej można odnieść wrażenie, że gdyby pozwolił tylko tam przygotować budżet gminy trwałoby to do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej. A więc ten model przygotowania budżetu z przyczyn jak wyżej nie wchodzi w grę. Burmistrz następnie w zależności od możliwości finansowych, priorytetów, długofalowych planów powinien ten plan zaakceptować lub nie. To on będziewkrótce przecież go realizował. I tak do skutku. Jednak tak nie jest, choć tak to powinno wyglądać. Dlatego przygotowanie budżetu jak również rozdysponowanie nadwyżki budżetowej przypada urzędnikom. Tworzy się swoisty projekt, nad którym pozwala się „radzić” radnym. Jak takie „radzenie” wygląda można przekonać się wsłuchując w obrady rady miejskiej. Jednak takie spory są w demokracji normalne. W naszej gminie nadwyżka budżetowa osiągnęła niebagatelną kwotę 6 mln 230 tys. zł. Czy dlatego że coś zaoszczędziliśmy czy może, dlatego że jak zwykle opóźnienie w realizacji zaplanowanych celów...? A może generalnie budżet był do bani, bo zakładał inne założenia. No w sumie mogło wyjść dużo gorzej gdyby był deficyt i pieniędzy by brakowało. Takie czasy pamiętam.
W normalnym działaniu nadwyżka budżetowa to szansa, by zrobić reformę finansów samorządowych. Oczywiście dokładnie wiem, że to nie nastąpi, bo to niepopularne politycznie, ale inne działania jak chociażby obniżenie podatków od środków transportowych, nieruchomości, podatku rolnego, cen wody i ścieków itd. albo przynajmniej pozostawienie na dotychczasowym poziomie spotkałoby się z aprobatą wyborców. Niejeden przedsiębiorca widziałby w tym sensowne działanie, realną pomoc. Zamożność obywateli to nie bogata gmina, ale bogaci obywatele. W tym kierunku powinny iść działania i priorytety. A my mamy bogatą gminę, ale sami to już jakoś nie specjalnie. Chodzi o to by urzędy i finanse samorządowe mniej decydowały o naszym życiu, by tak bardzo nie uzależniały nas w działaniu. To się zmienia. Tak naprawdę już nie trzeba fizycznie być w urzędzie by cokolwiek załatwić. Przepisy się zmieniają. Sprawy załatwia się telefonicznie, internetowo lub przez elektroniczną skrzynkę podawczą. Mało tego w budynku urzędu gminy jest, Infomat, czyli multimedialny kiosk informacyjny, który umożliwia dostęp do wybranych informacji. Powoli i nieubłaganie wszystko się zmienia i ci, co tego nie rozumieją tych próbujących zmieniać rzeczywistość spowalniają. Ale jeszcze nie wiedzą, że i tak nieubłaganie ich kres myślenia dobiega końca. Tych, jeszcze nie tak dawno, bojących się internetu czy telefonu komórkowego już coraz mniej, można powiedzieć, że ich nie ma. Oczywiście wiem, że obecna rada miejska nie jest już w stanie nic sensownego dla nas zrobić. Wypada czekać do przyszłorocznych wyborów i znów mieć nadzieję. Parafrazując pewien tekst „Budżet ma dobre, ale też złe strony. Do wniosku dochodzę w niedzielę przy stole. Ja wam mówię jest dobrze, jest dobrze, ale nie najgorzej jest”. Inaczej mówiąc radni zdecydowali nad rozdzieleniem nadwyżki budżetowej. Poczytajcie. K.Kruszewski