TynkService
Getmor
Praktyka weterynaryjna
Kwiaciarnia

Wacław Lipowski

Wacław Lipowski, „poeta-grajek" jak siebie przedstawiał, „lirnik kurpiowski", „prawdziwy poeta ludowy" jak nazywali go inni, pochodził z biednej rodziny. Ojciec był samorodnym muzykantem. Dziadek również grał i zostawił potomkom w spadku - skrzypce. Wnuk wspomina o nim w wierszu zaczynającym się od słów „najdroższe pamiątki...". Tak, do trzeciego pokolenia możemy prześledzić losy utalentowanego, chłopskiego rodu, kultywującego tradycyjną sztukę ludową. Przyszły „poeta-grajek" urodził się 23 sierpnia 1901 roku w Różanie jako 13 i najmłodsze dziecko w rodzinie. Jak daleko sięgał pamięcią, zawsze ciężko pracował, pasąc krowy lub towarzysząc grającemu na zabawach i weselach ojcu. Naśladując go, grał ze słuchu na skrzypcach i harmonii.
Urodzony w carskim zaborze, nigdy nie chodził do szkoły. Czytać i pisać nauczyła go córka bogatego gospodarza. Ona też podarowała mu elementarz, zaś dziedziczka - tabliczkę i rysik. Tak wyedukowany rozpoczął życie młodzieńca. W życiorysie napisanym dla redakcji miesięcznika „Regiony" W. Lipowski zawarł koleje swego życia w siedmiu zaledwie punktach: 1. Służba wojskowa, 2. Wojna, 3. Obozy, 4. Muzykant wiejski, 5. Z rodziny licznej, niezamożnej, 6. Samouk, grajek, poeta kurpiowski, 7. Choroby, dwie operacje, emeryt.
Zdumiewająca lakoniczność, zważywszy, że przetrwał 3 wojny (w jednej walczył), wygnanie z domu, niewolę, długą i nieuleczalną przypadłość. Może nie lubił wspominać ciężkich kolei losu, który go nie oszczędzał?
W roku dwudziestym, gdy liczący 19 lat W. Lipowski został powołany do wojska, rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka. Brał w niej udział, kule go ominęły i wrócił do rodzinnego Różana „zdrów", jak bohater utworu Siwy konik.
11 stycznia 1925 roku ożenił się z Henryką Baranowską. Na świat zaczęły przychodzić dzieci (miał ich sześcioro, ale dwoje zmarło); postanowił więc zbudować własny dom. Marzenie niełatwe do realizacji dla człowieka, który podejmował się różnych zajęć, ale głównie zarabiał grą na skrzypcach. Muzyka była zresztą jego pasją. Nawet gdy wiek i choroby nie pozwalały mu na zarobkowanie, chętnie brał do rąk skrzypce lub harmonię i snuł melodie dla siebie, rodziny, gości. Dzięki „oszczędności i pracy" Lipowscy nabyli niewielki domek na skraju miasta, przy ul. Rolnej 31, skąd rozciągał się widok na pola, rzekę i lasy. Mieszkał w nim do śmierci.
Nadszedł rok 1939. Jak wynika z przekazów historycznych, Różan był zawsze punktem strategicznym. W czasie szwedzkiego „potopu", powstań 1830 i 1863 roku czy latach zawieruchy 1914-18, przez miasto przetaczały się bitwy i fronty, przechodziły wojska własne i wrogie. Niejednokrotnie ulegało ono ostrzałom, pożarom i zniszczeniu. Rodzina Lipowskich, chroniąc dzieci, uciekła z tak niebezpiecznego miejsca. Z niewielkim dobytkiem udali się Lipowscy na wschód i wędrowali tak długo, aż napotkali uciekinierów zdążających na zachód. Wtedy zawrócili. Różan płonął, ale ich domek ocalał, mieli się gdzie schronić. Zaczęła się egzystencja pod okupacją. Cierpieli, jak cały naród, głód, chłód i poniewierkę. Syn Eugeniusz został wywieziony na przymusowe roboty do Niemiec. Podobny los spotkał ojca. Wacław Lipowski pracował w fabryce, gdzie uległ wypadkowi, a w czasie alianckich bombardowań doznał ciężkiej kontuzji. Wrócił do Różana. W tym czasie jego syn - Tadeusz, zmarł na zapalenie opon mózgowych. Urodziła się najmłodsza córka - Józefa. Rodzina w takim stanie doczekała końca wojny. Trzeba byto od nowa odbudować kraj, miasto, własne życie. Dzieci poszły do szkół. Małżeństwo Lipowskich stanęło do pracy. Mąż, jak dawniej, podejmował się różnych zajęć, muzykował - nie tylko na weselach, ale również w szkołach, na akademiach, imprezach regionalnych. Do melodii układał własne słowa, refreny, co zdobywało mu aplauz widowni.
W roku 1949 zaproszono go do stolicy na Zjazd Korespondentów Terenowych, urządzony przez redakcję „Przyjaciółki". Na obradach wystąpił z przemówieniem w mowie wiązanej, zaczynającym się od słów: Oj, żebym to ja spotkał tego, co wymyślił wojny.... Tematyka, tak wówczas aktualna, podobała się zebranym. Wiersz został wydrukowany w piśmie, a fakt ten można uznać za formalny debiut poetycki Lipowskiego. Od tej chwili zaczął śmielej próbować swych możliwości twórczych. Nie zmienił stylu życia ani nie na rzucał się redakcjom z napisanymi utworami. Publikowano je sporadycznie w pismach o chłopskiej orientacji. Były jednak na tyle oryginalne, że z chwilą powołania do życia Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie zaproszono do współuczestnictwa również ich autora; z czego był bardzo dumny.
W latach osiemdziesiątych przesłał do Zarządu Głównego STL list: Ja, Wacław Lipowski, członek STL, poeta ludowy, daję w Wasze ręce dorobek polowy swojego życia. Więcej już nie piszę, bo starość... (cytat za M. Lesiowem, „Posłowie" do tomiku Puszczy granie). Trudno mu było jednak zaprzestać pracy twórczej, i w jednej z następnych korespondencji informował: Wierszy już więcej nie piszę. Wolę nagrywać taśmy z muzyką, śpiewkami... to wygodniej.... Żywotność imponująca, zważywszy, iż większość jego dokonań poetyckich przypadła na okres życia, który w swoim lapidarnym życiorysie określił słowem „emerytura". Nie stronił także od prac w domu, pomagał córce w prowadzeniu niewielkiego gospodarstwa. Latem chodził do lasu; godzinami błądził po puszczy, która dawała mu nie tylko grzyby i jagody, ale i natchnienie do nowych wierszy, jak np.: Serce Białowieży. Malował swój dom we wzory roślinne zbieżne z kurpiowską wycinanką. Często bywał na cmentarzu, opiekując się mogiłami syna oraz (co uważał za patriotyczny obowiązek) żołnierzy poległych w trzech wojnach. Zmarł l listopada 1993 roku, po niedługiej chorobie, w wieku 92 lat. Został pochowany na „starym cmentarzu" żegnany przez liczną rodzinę i wielu życzliwych mu ludzi.
Po debiucie w tygodniku „Przyjaciółka" wiersze W. Lipowskiego publikowano na łamach „Chłopskiej Drogi", „Kameny", „Regionów", „Zarzewia", „Zielonego Sztandaru". W rok po śmierci utwór Stary cmentarz ukazał się w „Świerszczu Różańskim", piśmie wydawanym w rodzinnym mieście. Przynależność do STL-u otworzyła W. Lipowskie-mu drogę do publikacji w „Biuletynie Informacyjnym STL", „Twórczości Ludowej" i antologiach: Wieś tworząca, t. V (Lublin 1970), Ojczyzna (Lublin 1987). Kilka lat wcześniej wydano jego indywidualny tomik poetycki: Puszczy granie, wybór i posłowie M. Lesiów (Lublin 1983). Dla archiwum STL-u nagrano pieśni i melodie skomponowane przez „lirnika kurpiowskiego" (jak się sam nazywał chociaż region Kurpi nie obejmuje Różana). Podobne taśmy znajdują się w Polskim Radio i TV, a także w instytucjach organizujących Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu. W jednym z nich autor uczestniczył. O poecie z Różana i jego dorobku ukazało się kilka opracowań. Można tu wymienić: „Wacław Lipowski - poeta i muzyk ludowy" Donata Niewiadomskiego („Biuletyn Informacyjny STL" 1983, nr 25), „Poeci i pisarze ludowi. Wacław Lipowski" Heleny Kozickiej („Chłopska Droga" 1983, nr 19), „Lipowskiego puszczy granie" Stanisława Weremczuka („Biuletyn Informacyjny STL 1984, nr 27), „Poeta rodzinnego gniazda" Marii Przesmyckiej („Twórczość Ludowa" 1989, nr 4). W artykule Jędrzeja Wiercha pt. „Poezja ludowa" („Regiony" 1979, nr 2) został wyróżniony jako jeden z nestorów wśród twórców samorodnych. W. Lipowski był uważany przez teoretyków literatury (Donat Niewiadomski) za „prawdziwego poetę ludowego". Należał jak Ignacy Grabarczuk, Paulina Hołyszowa, Katarzyna Zaborowska do ginącej grupy artystów wywodzących się z wielowiekowej tradycji anonimowych niepiśmiennych bardów. Zaczynał jako wiejski muzykant. Jego poezja w sposób naturalny wynikała z melodii i pieśni. Zachowała meliczność, nawet z jej formą artystyczną: refrenami, konkatenacją, frazowaniem intonacyjnym. Wiele wierszy nosi pieśniowe tytuły: Pioseneczka, Wiązaneczka. Podobnie jak anonimowi poeci W. Lipowski śmiało sięga) po znane motywy, by je przetwarzać na nowo. Tworzył poezję liryczną, zwróconą bezpośrednio do czytelnika (apostrofy), a także ballady i bajki.
Tematyka jego utworów jest różnorodna. Dotyczy głównie ojczyzny, „dużej" i „małej": Kurpie, Ludzką mocą, Ojcowizna, Na chlebnym zagonie. Poeta czul również głęboki związek z przyrodą, ziemią, puszczą, i dawał temu często wyraz: Na tym polu. Nasza Narew. Rozumiał wyższość praw natury nad człowiekiem, obserwował niszczącą siłę przyrody i podziwiał jej moc odradzania się. Kochał ziemię. Uważając, że uprawianie jej jest obowiązkiem rolnika, jednocześnie ubolewał, iż praca obarcza go ponad miarę. Stąd wątek doli chłopa, określanej jako „ciężka", „szara", „utrudzona", przewijający się często w jego utworach. Zastanawiał się nad miejscem i rolą poezji ludowej w społeczeństwie, swoim statusem i twórczością. Uważał, że nie jest „zawodnym" poetą. Pisarstwo łączył z codziennym trudem, znojnym życiem i prostotą. Duża cześć twórczości poety z Różana została poświecona wojnie. Opisywał jej trudy (Gdy nieśli wolność), nieszczęścia (Łzy matuli), żałował młodych poległych żołnierzy (W zapomnieniu pozostali). Wolność prezentował jednak jako wartość nadrzędną, o którą nie oszczędzając życia, należy walczyć. Śmierć przyjmował jako naturalną kolej rzeczy w losie człowieka. W jednym z ostatnich wierszy (Stary cmentarz w Różanie) przedstawiają z melancholią, ale w pogodnej tonacji. Był bardzo wyczulony na przekazy przeszłości, na historyczną tradycje. Świadczą o tym ballady i legendy, które skrzętnie zbierał i przetwarzał. W niejednym wierszu (Rzeczne brody) sen współistnieje z jawą, bohaterowie prawdziwi lub literaccy z wymyślonymi postaciami.
Tworzył również bajki oparte na legendarnych motywach albo mające swe źródło w rodzinnym krajobrazie (Swaty). Nie posiadając wykształcenia intuicyjnie wybierał właściwą formę do odpowiedniej treści. Pisał wierszem wolnym lub nieregularnym. Używał ciekawych porównań i metafor („dziuple jak sowie oczy", „kora wierzby przypomina szarą kapotę"). Personifikował przy rod? w celach magicznych: wicher u niego „skomli, plącze", brzoza to „matka nieszczęśliwa", zima to „babcia". Pisał jeżykiem poprawnym literacko z pewnymi naleciałościami anachronicznymi, jak pluralis majestatis w rzeczownikach w odniesieniu do osób czcigodnych bądź dualis w czasownikach. Rzadko używał gwary w całym wierszu. Pojedyncze zwroty wplecione w jeżyk literacki, typu „kłomie" - sieć, podkreślają autentyczność miejsca i akcji. Swoje utwory zapisywał na luźnych kartkach papieru, tekturkach, w zeszytach, ozdabiając je rysunkami. I tak jak poezja wynikała z melodii, tak obrazki poszerzają horyzonty utworu poetyckiego. Kreślił ołówkiem, długopisem lub kredkami krajobraz, tchnący melancholią właściwą ziemi nad Narwią: chaty, pola, lasy, uroczyska, rzeki z płynącymi po nich łodziami, zwierzęta, ptaki. Przyrodę tę przedstawiał niejednokrotnie dramatycznie: drzewa o poskręcanych konarach, niebo z burzowymi chmurami. Człowiek w tym tle - ginie. Posiadał rzadki dar: talent, który pozwalał mu przezwyciężyć brak wykształcenia, książkowej wiedzy i aparatu krytycznego. Umiał w sposób artystyczny, i to w kilku dziedzinach, wypowiadać „co mu w duszy gra".
Helena Niezabitowska-Kozicka

 

LipLip 1