Chrisbruk
Ubezpieczenia
Ubezpieczenia
Calvados

Obrazy z przeszłości

Obrazy z przeszłości - M.Armoni
Mordechai Armoni (Zamek) Tel – Aviv

Jeden dzień w Różanie

11 listopada był zwyczajnym jesiennym dniem. Zimie było nieśpieszno, jeszcze nie było śniegu, ani mrozów, ot zwykły wtorek. Jak wiecie, wtorek jest w Różanym dniem targowym, albo jarmarkiem, do miasta zjeżdża wiejska ludność ze swoimi produktami, aby swój towar sprzedać i zakupić to co jej jest potrzebne, zwłaszcza przed wielkimi świętami, przed Bożym Narodzeniem.
Kupcy już od pewnego czasu wyczekują przedświątecznych dni targowych. Rolnicy robią zakupy na powszednie dni, oraz na święta. Wszystko się na święta kupuje: odzież, buty,czapkę, naczynia kuchenne, prezenty dla rodziny, znajomych, sztuczne kwiaty z papieru do ozdoby domu. I Żydzi mają „pernuse” - czyli utrzymanie.
O świtaniu, gdy jeszcze księżyc  gwiazdy srebrzyły się na niebie, Żydzi już wstali ze snu, żeby przygotować się do targu. Najpierw bierze się na ramiona nosidła z dwoma wiadrami i schodzi do Narwi, nabrać wody dla domu. Nad Narwią napełnia się wiadra i nosi pod górę, do miasta. Przy miejskiej łaźni pora na krótki odpoczynek. Po drodze spotyka się jeszcze jednego Żyda na „ Dzieńdobry”. - Ładny dzień będzie dzisiaj – mówi jeden – I może Wieczysty wspomoże dobrą pogodą aż do świąt, żeby goje, chrześcijanie przybywali do miasta na zakupy. Ludzie potrzebują zarobić na życie – mówi drugi i nuci sobie na melodię modlitwy błogosławieństwa miesiąca: „ Oj, Panie Boże Wszechświata, daj nam życie w Dostatku, życie w pokoju...”
- A co z wojną? Wczoraj mówili w bóżnicy, że niemiecki cesarz już nie na tronie. Jeżeli to prawda , to wojna się skończy.
- Zaraz pójdziemy do bóżnicy to usłyszymy ostatnie nowiny od Żydów, którzy dopiero co przyjechali pociągiem z Warszawy.
W bożnicy Żydzi modlili się jak w każdy dzień targowy, trochę przyśpieszając. Niektórzy zostali, by wysłuchać nowin od świeżo przybyłych pociągiem. I powoli rozchodzili się do domów.
Po wyjściu z bóżnicznej ulicy stanęłi jak przygwożdżeni. A to co?... Chłopi jadą z karabinami na ramionach, czy z szablami w ręku. Nie inaczej, jak rewolta, powstanie- przeciw Niemcom: albo, nie daj Boże, pogrom na Żydów. Jak tylko co, to Żydzi pierwsi padają ofiarą. Uciekać do domu jak prędko się da, bo potem nadejdzie ich więcej i nie sposób będzie przejść przez ulicę, albo nie pozwolą.
Przybywszy do domu, szybko zatrzaśnięto drzwi, może, z Boską pomocą, można się będzie uratować. Kilku żydowskich robotników, którzy pracowali w niemieckich koszarach także i w tym dniu poszło bardzo wcześnie rano do koszar; nie do pracy, już wiedzieli, że Niemcy opuszczają Różan. Wczoraj jeszcze wypłacono im co im się należało i powiadomiono, że Niemcy odchodzą nazajutrz, we wtorek. Niektórzy znajomi Niemcy zamówili ich na wcześnie rano, obiecując dać kilka rewolwerów do obrony, w razie potrzeby. Ale przy moście już nie było niemieckiej straży.    W koszarach, zamiast Niemców już byli chłopi z Kaszewic i innych pobliskich wsi, rabując wszystko co można było rabować. W końcu z Różan nadeszło kilku Polaków z karabinami i zwrócili się do chłopów: „Przyjaciele, dlaczego rabujecie?! Teraz wszystko nasze, a kto to rabuje u siebie samego?!” Później rozeszli się do domów. Gdy Żydzi powracali do miasta, stali już Polacy z karabinami pilnując mostu i żądając od każdego pozwolenia na przejście.
Do miasta w tym dniu przybyło wielu Polaków z okolicznych wsi, z karabinami, przeważnie mieli je po rosyjskim wojsku i można było poznać, że broń była przez długi czas chowana w skrytkach. Na rynku nie widać było Żyda, ani klienta, ani kupca. Kilku żydowskich chłopców kręciło się po ulicy, żeby zobaczyć co się dzieję. Gdy kazano żydowskiemu kramarzowi otworzyć kram, odpowiedział:- Gdy wszyscy Żydzi otworzą sklepy, otworzę i ja. A za zamkniętymi drzwiami ludzie siedzieli w napięciu, omawiając sytuację, zwłaszcza położenie Żydów.
Gdy rzemieślnik wrócił z bóżnicy i nie zabierał się od razu do swojej roboty, żona pytała:- Dlaczego nie zaczynasz pracy, przecież dzisiaj wtorek, dzisiaj przyjdzie Polak odebrać robotę.
-Jakoś mi się dzisiaj ręce nie układają do roboty- odpowiadał mąż, z lękiem patrząc na swą dorosłą córkę i opowiada, co dzisiaj widział na ulicy, w drodze z bóżnicy do domu, jak po ulicach swobodnie kręci się tak dużo chłopów z bronią w rękach. Może już nie ma Niemców w Polsce i kto wie, co Polacy zrobią z Żydami!
I tu zaczynają się pretensje do siebie samego, dlaczego się nie pojechało do Ameryki? Krótko przecież przed wybuchem wojny światowej, samemu, własnymi rękami odesłało się z powrotem bilety okrętowe, przysłane stamtąd przez rodzinę. Dlaczego? Bo mówiono, że w Ameryce trzeba pracować w sobotę. I z powodu jeszcze kilku podobnych bezbożności nie pojechało się. Ojciec i matka patrzą na swą córkę, jakby dopiero teraz zobaczyli, że ich dziecko jest już dorosłą kobietą. A czasy takie niedobre, co z nią zrobić? Kto by sobie to mógł wyobrazić, że będzie taka wielka wojna światowa i będzie się ciągnęła przez tyle lat.  Może to naprawdę już czasy Mesjasza, jak powiadają starsi, że przed nadejściem Mesjasza żywi będą zazdrościć umarłym! Zdumiona dziewczyna zapytała:
- Czego zazdrościć umarłym?
Rodzice jej odpowiedzieli: - Oni zmarli naturalną śmiercią i zostali pochowani na żydowski cmentarzu, zgodnie z religijnym nakazem. Niechże Pan na Wysokościach zlituje się nad Żydami i ześle Mesjasza, by wybawić nas od nieszczęścia!
 
 
Żydowskie ofiary  
 
W tamtych dniach miejsce miało następujące wydarzenie: do żydowskiego rzeźnika w Różanie przyszli dwaj chłopi z okolicznej wsi z propozycją sprzedaży kilku sztuk bydła i żeby przyszedł w sprawie kupna do ich wsi. Rzeźnik wziął z sobą jeszcze jednego Żyda i obaj udali się do wspomnianej wsi, żeby dokonać zakupu.
Minęło kilka dni i obaj nie wracali do domu. Zameldowano na policji. Jednocześnie dano znać Żydom w Goworowie, że do wsi obok Goworowa udali się celem zakupu bydła dwaj rzeźnicy z Różana i chociaż minęło już kilka dni, jeszcze nie powrócili do domu.
Zorganizowali się więc Żydzi z Różana i Goworowa by szukać obu rzeźników i dowiedzieć się, czy w ogóle żyją lub nie daj Boże są już martwi.
Chodzili po polach i lasach uzbrojeni w sztangi z żelaznymi ostrymi końcówkami. Rozproszyli się w pasie kilku kilometrów, kłując ziemię żelaznymi sztangami.
Tak szukano i obdeptywano ziemię, aż znaleziono obu Żydów zabitych i zagrzebanych w ziemi, niedaleko wsi w której mieszkali owi dwaj chłopi, którzy ich namówili do przejścia celem zakupu bydła.
Już w tamtych dniach wraz z powstaniem nowej polskiej republiki, gdy miało się nadzieję na wolne żydowskie życie, z każdego konta buchało straszną nienawiścią do Żydów. Padły pierwsze żydowskie ofiary. A Żydzi w zdumieniu zadawali owo straszne pytanie: „ Dlaczego nas mordują?”
 
 
Wspólny paszport
 
Rzadko kiedy młodzieniec miał swój indywidualny paszport (ówczesny dowód osobisty). Paszport mieli tylko Ci młodzi, którzy byli meldowani w innych miejscowościach. Do pierwszej wojny światowej duża część Polski była pod władzą rosyjską rosyjską. W rosyjskich paszportach nie było wtedy fotografii. Jeżeli któryś chłopak chciał wyjechać z Różana bez wiedzy swoich rodziców, to od innego chłopaka pożyczał paszport by jechać na naukę do jeszybotu, albo do pracy. Potem odsyłał paszport właścicielowi. Należało jednak w tym celu zamówić sobie taki paszport odpowiednio wcześniej. Młody człowiek obawiał się przebywać w dużym mieście bez paszportu. Jeżeli złapała jego policja, to odsyłano go do domu etapem, czyli pieszo, od miasta do miasta, z nocowaniem w miejskim areszcie.
Za rosyjskich czasów paszport był bardzo ważny. Gdy pytano rosyjskiego policjanta kto jest człowiekiem, odpowiadał: „ Człowiek składa się z osoby i z paszportu, a kto nie ma paszportu jest tylko pół człowiekiem, a niekiedy i to nie! ”